środa, 30 listopada 2016

Aktor na scenie własnych lęków

Ilu z Was kojarzy albo wie, co to są histrioniczne zaburzenia osobowości? Pewnie niewielu. Dlatego

muszę o tym napisać. Bo wiedza jest pierwszym stopniem do rozumienia.

Zaburzenia te występują w klasyfikacjach ICD-10 i DSM-IV pod numerami, odpowiednio, F60.4 i 301.50.

Jak podaje Wikipedia, pojęcie te wywodzi się od greckiego histrio, czyli aktor i charakteryzuje się egzaltacja zachowań, przesadnym wyrazem emocjonalnym, teatralnością zachowań, staraniami o zwrócenie uwagi i prowokacyjną seksualnością. Do kryteriów diagnostycznych należą:

Według ICD-10 musza wystąpić przynajmniej trzy z poniższych:

  • teatralność
  • sugestywność
  • płytka uczuciowość
  • poszukiwanie docenienia (bycie w centrum)
  • niestosowna uwodzicielskość
  • koncentracja na atrakcyjności fizycznej


W DSM-IV:

  • brak poczucia komfortu w sytuacjach, w których nie jest się w centrum uwagi
  • interakcje z innymi charakteryzujące się często niestosownym kuszeniem erotycznym (inappropriate sexually seductive) lub zachowaniami prowokacyjnymi
  • przejawianie szybko się zmieniających i płytkich emocji
  • konsekwentne wykorzystywanie wyglądu fizycznego do zwracania na siebie uwagi innych
  • styl wypowiedzi nadmiernie impresjonistyczny i pozbawiony szczegółów
  • samokreowanie się (self-dramatization), teatralność, wyolbrzymianie ekspresji emocji
  • podatność na sugestie, czyli łatwe uleganie wpływom innych lub okoliczności
  • uważanie związków za bardziej intymne niż są one w rzeczywistości


Tyle jeśli chodzi o czyste teoretyzowanie i wklejanie zawartości stron J

O co chodzi?

Osoba z takimi zaburzeniami za wszelką cenę chce pasować do swojego otoczenia i to w sposób pozwalający jej na bycie wyżej niż inni. Nie wynika to z narcyzmu, ale ze sposobu, w jaki radzą sobie z otoczeniem, własnymi słabościami, lękami czy depresją. Osoba z histrionicznym zaburzeniem będzie za wszelką cenę walczyła o pozostawanie w centrum uwagi, w centrum zainteresowania. Nawet kosztem kłamstwa czy udawania. Stąd odwołanie do aktora. I to nie jest tak, że te zachowania czy postawy są intencjonalne, umyślne. Te osoby nie potrafią w inny sposób reagować na otoczenie, innych ludzi, różne okoliczności. Osoby takie będą grały, bardzo żywo i aktywnie reagują na wszystko, co się dzieje wokół nich, mają żywą ekspresję słowną i fizyczną (gestykulacja). Gdy opowiadają, często robią to na poziomie bardzo ogólnym, nie wchodzą w szczegóły. Dramatyzują jakby najmniejsze zdarzenie, najbardziej nawet błahe było ważne, najważniejsze dla nich i dla wszystkich dookoła. Charakteryzuje je także szczególna dbałość o wygląd fizyczny i zasłanianie się tą fizycznością przed ingerencją w nich samych. To może prowadzić do zaburzeń łaknienia (anoreksji lub bulimii) i w konsekwencji do stanów depresyjnych i innych zaburzeń psychicznych.

Przez cały ten fasadowy teatr, osoby takie często wpadają w depresję i stany lekowe, gdy zaczyna brakować im sił na ciągłe udawanie i grę. Człowiek tarci samego siebie na scenie choroby – upośledza swoje rzeczywiste talenty, oddala się od ludzi w sensie rzeczywistej interakcji (na rzecz pozorowanej). Brak akceptacji otoczenia może prowadzić do pogłębiania się stanów depresyjnych, autoagresji, przemocy wobec innych i finalnie do samobójstwa. Bo człowiek histrioniczny jest wiecznie rozdarty, wiecznie na dwóch biegunach osobowości, wiecznie na dwóch scenach w życiu.
Postawić diagnozę jest niezwykle trudno, bo te osoby doskonale umieją maskować swoje prawdziwe emocje, przy pomocy przesadzonych reakcji udawanych, granych. Przy tych zaburzeniach, gdy występują wraz z depresją, chorobą dwubiegunową czy stanami lękowymi, mogą skutecznie być przez zaburzenia histrioniczne zasłonięte, nie możliwe do diagnozy.


Zaburzenia histrioniczne to mieszanka wybuchowa. Bo z pozoru osoba jest pogodna, otwarta, przyjacielska i energiczna. W środku dzieje się bardzo często bardzo źle. Zamkniecie na ludzi, na otoczenie, brak leku przed śmiercią czy wahania nastrojów są fasadowo zasłonięte i kipią, gwiżdżą, drżą przed nieuchronną erupcją. I do wybuchu wystarczy impuls, szturchniecie, pstryczek. I fasada opada, szal wchodzi na scenę w towarzystwie agresji, przygnębienia i desperacji. I to się może skończyć dla wielu osób źle. Nie dla osoby chorej, która w takim wypadku nie widzi żadnych zagrożeń, czuje jedynie to, że na chwilę upuści parę z gwizdka, poczuje się na kilka sekund lepiej, prawie normalnie. Czasem osiągają to dzięki atakom szału, czasem poprzez alkohol, narkotyki czy zakupoholizm. Nic to jednak w szerokim obrazie nie daje, a jedynie wzmaga frustrację, i pogłębia stany zaburzeniowe.

Istnieje też głębszy problem, gdy grana rola zaczyna dominować i jest sukcesem. Skłaniamy się wtedy ku zaburzeniom schizofrenicznym, gdzie świat wymyślony, wykreowany, udawany staje się bardziej realny od rzeczywistości.

Leczenie jest bardzo trudne. Leki nie działają na samo zaburzenie histrioniczne, pomagają tłumić efekty zaburzeń towarzyszących. Pomaga tylko terapia, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Głównie ze względu a charakter zaburzenia. Ciężko jest się przebić przez kostium klauna do serca problemu, gdy gra i udawanie jest głównym symptomem zaburzenia. Leczenie farmakologiczne może tez być niebezpieczne, bo może prowadzić do wykorzystania leków do osiągnięcia efektu zwrócenia na siebie uwagi i innych teatralnych gestów, lezących w naturze tego zaburzenia. Z samobójstwem włącznie.


Musicie zdawać sobie sprawę z takich sytuacji i zaburzeń, żeby prawidłowo na nie reagować. Starać się pomagać takim ludziom zamiast ich piętnować i alienować. Bo odsuwanie ich od siebie powoduje wyłącznie eskalacje i agresje. Nic nie zdziałacie, a jedynie narazicie siebie i osoby chore na większe ryzyka. Bo śmierć chodzi krok w krok za histrionikiem. I on się jej nie boi, on ją akceptuje, jako towarzyszkę, sprzymierzeńca. I dla osiągnięcia swoich celów, zaspokojenia na kilka sekund swoich potrzeb – jest w stanie spuści ja ze smyczy, narażając nie tylko siebie, ale tez wszystkich dookoła. Żeby tylko nie zostać samemu ze sobą. Bo samotność jest chyba najgorszą rzeczą dla histrionika…gorszą niż śmierć.