niedziela, 20 listopada 2016

Tatuaż – zakryj to!

Zapewne wielu z Was, noszących tatuaże, kiedyś spotkało się z sytuacją, że wzorek na Waszym ramieniu, nodze czy plecach, przestał Wam się podobać. Czasem nie możecie nawet na niego patrzeć. I ani makijaż, ani ubranie nie zmieni faktu, ze on tam jest. Co w takiej sytuacji? Jaki mamy opcje? JA znam przynajmniej dwie i postaram się Wam napisać, co o nich sądzę. Bez skrupułów i owijania w bawełnę.

Laser


Można pójść wybawić tatuaż laserowo. Pewnie, że można. Kosztuje do od cholery. Z tego, co udało mi się znaleźć, to pojedyncza sesja z kolorowym tatuażem o wymiarach 5 na 5 centymetrów to koszt około 200 – 250 złotych. Sesji może być wymaganych kilka, co najmniej. Wszystko zależy od tego jak głęboko tatuaż jest wbity, jak duży jest i jaka jest nasza wytrzymałość na ból. Po laserowym wybawianiu zostaje biała blizna, ślad po działaniu lasera.

Jak to działa? Otóż laser w bardzo krótkich odstępach czasu bombarduje nasza skórę, rozbijając barwnik na drobne cząsteczki, które są następnie absorbowane przez organizm. Musi robić to bardzo szybkimi impulsami, bo inaczej nasza skóra by się zagotowała. Serio. Kliniki oferujące taki zabiegi, reklamują je, jako bezinwazyjne, bezpieczne i bezbolesne. I pewnie w większości tak jest. Natomiast nie trudno trafić na słaby sprzęt czy mało fachowa obsługę, bo usługa w Polsce jest stosunkowo nowa. I każdy, kto kiedyś miał do czynienia z laserem wie, że to nie jest do końca bezbolesne.

Wrócę jeszcze do ceny, bo to jest tutaj najważniejsze. Przeważnie dla pełnego usunięcia tatuażu, wymagane są 4 do 6 zabiegów. Czasem więcej, jeśli tatuaż jest kolorowy lub dość duży. Większość klinik indywidualnie wycenia zabiegi, ale jeśli się już zdecydujecie, to na 100% nie zejdziecie w kosztach poniżej tysiąca złotych. Często będzie to Was kosztowało nawet kilka tysięcy. I zawsze pozostaje ślad. Biała plama. Bo laser mnie tylko działa na barwnik tatuażu, ale na całe komórki skóry – wiec nie ma opcji, żeby nie było po tym śladu. I co zrobić z takim śladem? Najlepiej zakryć tatuażem…no właśnie

Cover


Tylko, po co wydawać kilka tysięcy złotych na usuniecie czegoś, skoro technika powoduje, ze zostaje po tym blizna, znamię, które wypada zakryć? Może warto, więc pomyśleć od razu o zakryciu starego, niechcianego tatuażu, nowym wzorem? Na pewno wyjdzie taniej. Przeważnie zamykamy temat w jednej, dwóch sesjach. I zamiast wstydliwej plamy, mamy nowy tatuaż. Musicie tylko pamiętać o kilku rzeczach, jak już zdecydujecie się na cover.

Tatuaż, którym chcecie przykryć stary wzorek musi być większy. Jeżeli chcecie kompletnie przykryć stary wzór, to musicie brać to pod uwagę. Tatuażyk spod łopatki wielkości monety, może stać się wzorem na cała łopatkę. I nie żałujcie sobie. Jeśli znajdziecie naprawdę fajny wzorek, lub zaprojektujecie coś fantastycznego – do dzieła. Przykrywajcie stare dłubaninki.

Tatuaż, którym chcecie przykryć tary wzorek, przeważnie musi być nieco ciemniejszy. Nie liczcie, że przykryjecie czarna plamę żółtym kleksem, bo gdzieś to zawsze przebije, będzie „prześwitywać”. 

Więc nie dziwcie się, jeśli tatuator przy planowaniu covera nieco zmieni barwy, przyciemni wzór lub zaproponuje zastosowanie innej gamy kolorystycznej. To naturalne, bo tatuażyści wiedzą, jak poszczególne pigmenty ze sobą grają, jak się nakładają i jaki efekt dają. Więc nie marudzimy jak zamiast fioletu, wejdzie granat. Pamiętajcie - to Was tatuator ratuje, nie wy jego J


Jako osoba wytatuowana, nie jestem zwolenniczką usuwania tatuaży, jakąkolwiek metodą. Bo pewnie metod jest jeszcze kilka, z przeszczepem skory włącznie. Wolę jednak zrobić cover, nawet, jeśli miałoby to oznaczać wbijanie czerni na blachę. Nie wiecie, co to znaczy „na blachę”? To ostateczna forma covera. Wszystko na czarno. Chociaż ja zawsze myślę, że jak dojdzie do tego, to poproszę tatuażystę, żeby zasymulował w takim coverze nocne niebo. Niech zostawi trochę prześwitów w kształtach gwiazd. Przynajmniej niech udaje to kolejny tatuaż J


W weekend troszkę odpoczywałam i chorowałam, wiec będziemy teraz nadrabiać, bo tematów i pomysłów mam trochę. Więc obserwujcie spokojnie moje profile społecznościowe – FB, Twittera, Instagrama. I dodawajcie mnie na Snapie: anjatattoo. Tam też się produkuje i wygłupiam. Codziennie coś J