niedziela, 11 grudnia 2016

Grzybkiem w depresję

Osoby z zaburzeniami, leczone farmakologicznie, przyjmują codziennie kilka lub kilkanaście substancji psychoaktywnych. Działają różnie, ale jedną cechę mają wspólną – trzeba je przyjmować przez jakiś czas, żeby zaczęły działać i należy je brać regularnie, jeśli chcemy, żeby ich działanie trwało. NIE znaleziono jeszcze cudownego leku. Są, co prawda metody leczenia depresji poprzez wszczepianie implantów w mózg, w celu stymulowania zaburzonych połączeń neuronowych, ale to na razie marginalne i bardzo drogie metody.


Tymczasem, w USA, na dwóch uniwersytetach (Uniwersytet Nowego Jorku i Johns Hopskins University) przeprowadzono badania z substancją znaną wszystkim amatorom halucynogenów. Chodzi o psylocybinę, czyli aktywny składnik tak zwanych magicznych grzybków. W badaniu wzięło udział 80 pacjentów, u których zdiagnozowano depresję i stany lękowe spowodowane zachorowaniem na raka. Warto zaznaczyć, że około 40% wszystkich chorujących na raka przejawia symptomy depresji i lęków. Podano im psylocybinę i obserwowano efekty.

Stan 80% pacjentów poprawił się po jednej dawce i utrzymywał się przez siedem miesięcy z niewielkimi lub żadnymi efektami ubocznymi. Pacjenci wskazywali na polepszenie się jakości życia, więcej energii, więcej chęci do wychodzenia na spacery i poprawienia relacji z rodziną. Co ciekawe, im większy „odlot” po środku, tym lepsze i silniejsze efekty na depresję.

Środowisko psychiatryczne wyraziło aprobatę dla badań, w tym były prezydent Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego dr Jeffrey Lieberman.

Jedna z uczestniczek, tak opisuje swoje doświadczenie:

„Chmura zagłady, po prostu się uniosła, zniknęła…nawiązałam znowu kontakt z rodziną, dziećmi i moim zachwytem nad życiem. (…) Wcześniej siedziałam sama w domu, nie mogłam się ruszyć…to badanie naprawdę zmieniło wszystko i to jest trwałe”

Psylocybina jest zakazanym środkiem w USA i w Europie i przy okazji badania, lekarze zaznaczyli, że nie polecają samodzielnego używania grzybków w celu leczenia depresji. Chodzi o kontrolę dawkowania i odpowiednie środowisko zażycia, ponieważ halucynogeny mogą wyrządzić wiele szkód, gdy są przyjmowane w nieprzyjaznym otoczeniu. Każdy słyszał o negatywnych „wkrętkach” czy dołach po grzybach czy LSD. Więc jeszcze długa droga przed badaczami i chorymi, ale każda szansa jest lepsza niż nic.


Zobaczymy, co będzie dalej z tymi badaniami. Tymczasem, musimy codziennie walczyć z naszymi demonami i starać się żyć na tyle normalnie na ile się da.