Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instagram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instagram. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Znaj swojego trolla

Czytam o gwiazdkach z Instagrama, FB i innych portali. Często piszą o nich inne strony. I pod takimi „artykułami” pojawiają się, oczywiście hejterzy i trolle. To naturalne i jest codziennością Internetu. Reakcje krytykowanych osób są jednak co najmniej śmieszne, jeśli nie tragiczne w skutkach.


Bo trzeba jednak trochę uruchomić myślenie, gdy się czyta i reaguje na to, co się dzieje w sieci wokół naszej osoby. Przede wszystkim musimy rozróżnić trzy typy komentujących w negatywny sposób.


  • Hejterzy – to zwykli zazdrośnicy, przeważnie osobiście atakują bo zazdroszczą. Wszystkiego. Urody, sławy. I to wyraźnie widać w emocjonalnym ładunku komentarza. Bo hejter z namaszczeniem epatuje swoją nienawiścią i chce ja pokazać. Bluzga, wścieka się. Jest banalny i czepia się detali. Metoda – hejtera można ugłaskać, można się z nim ułożyć schodząc do niego i podając rękę. Tylko czy warto?
  • Troll – to typ szczególny. Troll nie jest emocjonalnie związany z treścią, którą wrzuca. On chce wymusić emocjonalna reakcję, bo się tym karmi. Robi to dla jaj albo żeby wnerwić adresata. Jego ataki są często absurdalne i niezwiązane z tematem artykułu. Jedzie po bandzie i bez reguł. Metoda – ignorować za wszelką cenę. Nie gadać, nie reagować.
  • Krytycy – to osoby, które zwracają uwagę na nieścisłości w postawach, krytykują zastosowanie trików, filtrów i innych metod, które według nich nie pomagają. Takie osoby odnoszą się raczej do tego co widzą, niż do tego co sądzą, że ma miejsce. Metoda – krytyka jest potrzebna, więc warto wejść w dialog. Bez emocji, poprosić o poradę, postawić ich w roli arbitrów. Poczują się lepiej i zdobywamy punkty. A może i dobrego doradcę, który nam po prostu w pewnych kwestiach pomoże.


Tymczasem na IG sytuacja wygląda tak, że większość sezonowych celebrytek, wszystkich negatywnie oceniających, wrzucają do jednego worka i same zamieniają się w hejterów. To powoduje, że z jednej strony, pozornie zabezpieczają się przed trollowaniem i hejtem, ale z drugiej, nie dopuszczają konstruktywnej krytyki. I zaczynają się kotłować we własnym samozadowoleniu bez perspektyw na rozwój. Bo krytyka pcha nas do poprawy, do ulepszania samych siebie. Ignorowanie krytyki powoduje stagnację, a z czasem cofanie się. Bo dziś albo idziemy do przodu, albo zaczynamy przypominać relikty zamierzchłych czasów. I to bardzo szybko. Ponadto, wsłuchiwanie się w konstruktywną krytykę jest potrzebne. Bo to jest głos fanów, oglądaczy, widowni. A robimy coś dla nich właśnie. Dziś, jeśli korzystamy z mediów, które stawiają na interakcję, ale z tego nie korzystamy, to tak jakbyśmy kręcili film cyfrową kamerą, ale ustawiali obraz na czarno-biały i wyciszali dźwięk.



To nie jest łatwe zadanie, bo trzeba poświęcić sporo czasu i energii, żeby odsiać ziarno od plew i nauczyć się rozróżniać i właściwie reagować na krytykę. Ale jeśli chcemy coś osiągnąć w nowej, interaktywnej rzeczywistości, to nie mamy wyboru. Lekceważenie widowni, olewanie krytyki i trwanie w sferze komfortu jest destrukcyjne i odpychające. Dla wszystkich.

czwartek, 8 grudnia 2016

Szympansy komercji


Nic bardziej mnie nie drażni. Nic nie doprowadza mnie do większej pasji, niż kłamstwa. Im bardziej publiczne, tym gorzej. I tym większy nerw. Bo kłamstwa, o których chcę Wam powiedzieć, powodują stopniowe, systematyczne psucie całego środowiska i medium. Aż się rzygać chce.


Chodzi o te psiunie na Instagramie, co to mają po kilkanaście albo kilkaset tysięcy obserwujących i kłamią w żywe oczy. O wszystkim i na każdy temat. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ich działalność na IG.

Punkt pierwszy – chcecie mi drogie gwiazdeczki powiedzieć, że firmy sprzedające ciuchy, nieposiadające nawet swojej strony internetowej, rozdają tygodniowo ciuchy za kilkaset złotych osobom, które mają ich rozreklamować na Instagramie? Wolne żarty. Wchodzę na fanpage – 200-300 polubień. Szukam strony internetowej – nie ma. Piszę – gdzie można kupić – tutaj, na FB. Nie stać ich nawet na wystawienie oferty na Allegro, a rozdają ciuchy laskom na IG? Może jestem wścibska, ale po prostu nie wierzę. Więc przestańcie ściemniać, że jesteście takimi celebrytkami, że Wam drzwiami i oknami paczki wrzucają z giftami. B-Z-D-U-R-A.

Punkt drugi – może nie jestem tuzem i internetowym ninja, ale wiem ile płacą firmy za reklamę w sieci. Półtorej do dwóch procent od sprzedaży; 5 – 7 groszy za unikalnego użytkownika; przy kredytach – trochę więcej za potwierdzonego leada. I jeśli zbieracie pod zdjęciem 300 – 400 serduszek na IG, a ciuch kosztuje pięć-sześć stówek, to, jaką konwersję oferujecie? Wasze „kampanie” nie trzymają się niczego. Ani budżetu, ani nie spełniają nawet ułamka celu, które rozsądne firmy muszą zakładać planując kampanię i ją rozliczając. No chyba, że są debilami, co nie szacują wydatków promocyjnych w budżecie. Ale może jestem głupia i nie wiem, o co chodzi…

Punkt trzeci – no dobra. Przyjmijmy, że rzeczywiście te firmy mają gest i stawiają wyłącznie na promocję gwiazdeczek sezonu na IG. Jakoś dziwnym trafem, jak coś jest modne i na fali, to raptem wszystkie „dostają” ciuchy do reklamowania. Pięć, dziesięć osób nagle, w ciągu kilku dni, reklamuje te same ciuchy z tego samego sklepu. Nie mówimy, zatem o kilkuset złotych, ale o kilku tysiącach. Serio, za kilka klocków w sieci można wykupić taką reklamę, ze unikalne wejścia liczylibyśmy w tysiącach, dziesiątkach tysięcy i konwersja (no dobra – przełożenie ekspozycji na sprzedaż - ilu unikalnych użytkowników dokonuje zakupów, na przykład, taki może być cel konwersji) to liczba dwucyfrowa. Wiec logika podpowiada, że forma reklamy na IG, w naszym kraju, w obecnej atmosferze, nie jest JESZCZE opłacalna w tak dużym stopniu. Bardziej się opłaca wejść w program afiliacyjny czy Adwordsy Googla.

Punkt czwarty - dostajecie też sporo prawdziwych SZMAT. Serio. Nie róbcie z byle-jakich ciuchów za 20-30 złotych, nie wiadomo jakich kreacji. Czy naprawdę musicie? Czy macie podpisane umowy i zobowiązania? Bo jak widzę ścierki do podłogi (słabe swoją drogą), które są prezentowane jakby były z kolekcji haute-couture, to mnie trzęsie. I wchodzę do sklepu, oglądam, czytam metki i widzę - syf, śmieci i mały domieszek gówna. Nie prać w ręku bo się rozleci. Okłamujecie ludzi i nakręcacie na chwilę sprzedaż. Potem lecą hejty na sprzedawcę i tracicie wiarygodność. Warto? Czy naprawdę to się opłaca? Ale ja rozumiem, ze wady produktu trzeba umieć przekazać tak, żeby nie zepsuć przekazu...ale do tego trzeba użyć mózgu. Nie wystarczy komórka i szablon - "Przyszła paczuszka, jakie super, cudowne i piękne. Tu wstaw nazwę sklepu/firmy".

Punkt piąty(i ostatni) – robicie te bzdurne rzeczy i pokazujecie potencjalnym reklamodawcom, że nie trzeba wydawać pieniędzy na reklamę, ale wchodząc w IG można na tym jeszcze zarobić. I to powodują wasze kłamstwa i przemilczenia. Co jest tak strasznego w przyznaniu się do tego, że kupiło się jakiś ciuch czy kosmetyk, że trzeba zepsuć całe medium w tym zakresie?

Nie piszę tego z zawiści, czy zazdrości. Wnerwia mnie to, że przez takie akcje, osoby, które rzeczywiście mogą przynieść firmie dochód i niedroga promocję, tracą taka szansę. A często to ich źródło utrzymania. Coraz częściej. I te sponsorowane przez facetów pindy psują ten rynek.

Jeśli masz firmę czy sklep internetowy i rozważasz taką formę reklamy, mam dobrą radę – jeśli nawiązujesz współpracę z dziewczynami z IG, to podawajcie to do publicznej wiadomości. Transakcja wiąże wtedy bardziej i ucinacie tę szarą strefę, która nie tylko psuje Wasze plany i cele, ale także może zniekształcać wizerunek i hamować sprzedaż. Bo jak sto dziewczyn napisze, ze dostały ciuchy za free, to inne też na to będą liczyły i nie kupią nic. A chyba nie o to Wam chodzi…

czwartek, 17 listopada 2016

Movie III


Kłamstewka Instagrama

Wracam jak bumerang do Instagrama. Bo jest kilka rzeczy, które mnie irytują w tym „półświatku”. I jeśli kogoś urażę, nadepnę komuś na odcisk, to tylko, dlatego, że robicie jedną z tych rzeczy. Jeśli nie łapiecie się i jesteście fair – to nie o Was J


Followersi


Największym grzechem jest kupowanie followersów. Bo to oznacza, że wiesz, jak mierną osobowością jesteś i musisz sobie sztucznie podbić cyferki, żeby się dobrze poczuć, albo zacząć zarabiać na IG. To jest zwykłe kupowanie sobie reklamy – powiedzą inni. Ok, jeśli wiesz, że reklamodawca, na którym Ci zależy, nie wejdzie deal, dopóki nie osiągniesz określonej liczby obserwujących i stawia taki warunek – kupuj. To jest ten poziom, na którym może to zostać wybaczone. Jeśli natomiast startujesz i pierwszym krokiem jest zapłacenie, za nabicie kilku lub kilkudziesięciu tysięcy polubień, to po prostu kupujesz sobie armię zombie, którzy nie widzieli twojego profilu, nie znają Cię i nie są wiarygodną grupą docelową. Pamiętajcie, że jak chcecie coś osiągnąć na bazie swoich obserwujących, to muszą oni być realnymi ludźmi, którzy kupują Ciebie, dlatego że chcą, nie, dlatego, że ktoś ich wrzucił do bazy. Serio. Lepiej mieć kilka tysięcy aktywnych i partycypujących obserwujących niż kilkadziesiąt tysięcy kupionych zombie, co nawet nie kumają, kogo lubią.

Szmaty


Wiem, że na IG są dziesiątki, jeśli nie więcej, dziewczyn, które dostają ubrania do reklamowania od producentów, ze sklepów internetowych itd. Widzę jednak też mnóstwo dziewczyn, które kupują ciuchy i udają, że je dostają za darmo przez IG. I to ma dwa negatywne cechy.

Po pierwsze – po prostu kłamiecie, a kłamstwo ma krótkie nogi. Bo jeśli kupiliście ciuch nieznanego jeszcze projektanta, albo mało znanej marki i pozujecie na ich „gwiazdę” i kłamiecie, że dostaliście ciuchy za free, to jest kilka sposobów na sprawdzenie tego. Poza tym, taka firma prędzej czy później wejdzie w jakiś deal, gdy rozpozna potencjał IG i wtedy może się okazać, że wybierze kogoś na wyłączność i ogłosi to u siebie…wpadka. Ups! Dlatego jak coś kupujecie, to nie kłamcie, że dostaliście od producenta czy dystrybutora. Możecie powiedzieć że macie, że się podoba, że jest super. Kłamstwo wyjdzie i stracicie na wiarygodności. Nie mówiąc już o nadszarpnięciu wizerunku u potencjalnych reklamodawców.

Po drugie – tworzycie mit, że wszyscy tak mogą. Z całym szacunkiem – nie wszyscy. Pani Jola z warzywniaka, która wrzuca dużo zdjęć i ma dużo obserwujących, raczej nie stanie się twarzą znanej marki, która adresuje swoją grupę docelową w użytkowników Instagrama. Musicie mieć „to coś”. Urodę, charakter, pazur, osobowość – bycie zwykłym, bycie setną kopią tego, co już na IG jest, nie daje żadnych gwarancji sukcesu czy zarobku.

Więc ostrożnie z pozowaniem na celebrytkę, bo robicie krzywdę sobie, ale też innym.

Biznes


Nie każde twoje spotkanie, które wrzucasz na IG w formie filmików, to spotkanie „biznesowe”. Nie każdy twój post to „reklama”. Nie każda Twoja wypowiedź, to „marketing”.  Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Daleko nie zajedziecie, gdy opowiadacie, jak to się spotkaliście w interesach w centrum handlowym, a na filmiku widać, że w szkolnej teczce macie swoje CV. Nie wiem, co chcecie zyskać budując wokół siebie enigmę „biznesu” i wielkich interesów, ale to zwyczajnie wystaje Wam z butów za każdym razem. Dlaczego jak idę do kibelka to nie powiem, że muszę na chwilę wyjść, tylko muszę ściemniać, że idę w celach kosmetyczno-estetycznych do profesjonalnego gabinetu (czytaj – wysrać się do kibla). Nie musicie nazywać spotkania o pracę, spotkaniem biznesowym. Robicie sobie sami tym krzywdę. Bo dziś pracodawcy i reklamodawcy patrzą uważnie na media społecznościowe. I jak idziesz na spotkanie biznesowe, to masz pracę lub prowadzisz własny interes. I trafiasz do takiego pracodawcy i on pyta – a co z tym interesem, co go miałaś i się chwaliłaś na IG? Co dopowiesz? Bo nie ma dobrego wyjścia z takiego impasu. Po prostu kłamałaś i teraz to wyjdzie.

Więc jeśli nie chcecie nazywać wprost, obrazowo i bezpośrednio tego, co robicie, to starajcie się przynajmniej nie budować wokół tego aury czegoś więcej niż to jest. Pamiętajcie, że Waszym kapitałem są Wasi obserwujący, jak ich okłamiecie, to stracicie ten kapitał, jego aktywność, szacunek i wszystko, co jest cenione w dużej publiczności.

Kopiści


Już o tym pisałam. Jeśli korzystacie z pomysłu kogoś innego, mówicie coś, co ktoś już napisał, lub powiedział, to przynajmniej miejcie cywilną odwagę powiedzieć o tym, że się inspirujecie, odpowiadacie. Pomagacie wszystkim zainteresowanym. Jak ordynarnie zrzynacie coś od kogoś, lub czytacie jego teksty i nie wspominacie o nim samym, to świadczy o Was bardzo źle, a jak pisałam tutaj wcześniej – kłamstwa i tego typu akcje szybko wychodzą i są łatwe do sprawdzenia.

Edytor


I na koniec – drogie panie. Jeżeli prowadzicie profile prywatne i na nich chcecie prowadzić rozszerzoną działalność (reklamowanie ciuchów, kosmetyków), to nie przesadzajcie z filtrami, photoshopem czy innymi narzędziami do poprawiania. Traci na tym wasza autentyczność. I naprawdę, żyjemy w czasach, gdy poprawienie sobie nosa, ust czy policzków przy pomocy medycyny estetycznej spotyka się z krytyką od ludzi, którzy siedzą jednymi półdupkami ze sto lat za całym światem. Wiec nie ma potrzeby kłamać, że się nic nie robiło, jak wystarczy przejść na Wasze zdjęcia sprzed roku, dwóch żeby zobaczyć, że taka zmiana bez ingerencji medycznej jest anatomicznie niemożliwa. Drogie panie – robimy to żeby wyglądać lepiej, czuć się lepiej same ze sobą i wzbudzać zachwyt u widzów. Dlaczego mając takie motywacje je ukrywamy? Przecież to bez sensu. Jak atakuje Was taki niekarmiony troll z tekstem – „sztuczna jesteś, więcej sobie tego wstrzyknij, to będziesz miała usta jak dupa pawiana” to nie zaprzeczajcie, jeśli to robicie. Bo jego nakręcacie i zaraz Wam wklei zdjęcie sprzed zabiegu i posypie się fala hejtu. Zwłaszcza, że jeśli to robicie, to też dla tych ludzi, którzy chcą was oglądać. Nie tylko dla siebie. I otwartość w temacie pomaga. Kłamstwa, po raz setny – wyjdą tak czy inaczej i tutaj nie ma szansy na wygraną. Żadnej.


Więc, jeśli startujesz na IG i masz jakieś plany, to nie patrz na inne „gwiazdy”. Spójrz na siebie, oceń, co masz do zaoferowania, co możesz dać innym. Jak to będzie szczere i autentyczne, to gdzieś z tym dojdziesz. Wolniej lub szybciej, ale naprawdę ludzie cenią bardziej autentyczność niż szablonowość, prawdę niż ściemę i oryginalność niż powielanie. Ale to Wasz wybór, każdy musi przetrzeć swoją drogę. Ja cenię to, o czym piszę i drażni mnie to, co wymieniam i piętnuje. Powtórzę – jeśli nie robisz tych rzeczy – nie mam problemu z Tobą. Nie atakuje też nikogo personalnie tylko mówię o zjawiskach, obserwacjach. Wiec jak czujesz się urażona – Twój problem. Ja śpię spokojnie, bo nie robię tych rzeczy. Z szacunku dla publiczności. J

niedziela, 13 listopada 2016

Zrzyna na IG

Jak wiecie działam sobie na Instagramie, robię co chcę i jak czuję. Sporo się nabijam, pokazuję, że wyrazista osobowość też ma szansę na zaistnienie. Obserwuję też sporo ludzi na IG, Snapchacie i innych tego typu stronach i aplikacjach. I jest jedna rzecz, która strasznie mnie irytuje.

Osoby posiadające mnóstwo obserwujących, bez skrupułów kradną pomysły tych „mniejszych”. Nie chodzi tylko o sposób podania zdjęcia czy filmu. Czasem wręcz mówią dokładnie to samo co taka osoba powie lub napisze. Nie chcę oczywiście się skarżyć, bo daleka jestem od tego, żeby kogoś oskarżać o plagiat czy kradzież. Chodzi jedynie o to, że jeśli już korzystasz z czyjegoś pomysłu, tekstu czy formy jaką przyjął, to powiedzcie chociaż, że to nie wasze słowa. Wasza popularność na tym nie zbiednieje, a może okaże się początkiem fajnej współpracy czy przyjaźni. Nic na tym nie tracicie. Możecie tylko zyskać. Bo to uczciwe, bo pokazujecie, że nie jesteście zadufanymi w sobie snobami. Poza tym widać, że coś co robicie nie jest autentyczne, wasze. Widać to od razu. Bo nie ma w Was pasji czy zaangażowania, jaką cechuje bycie pionierem, który daje unikalny kontent.


To trochę wynika z naszej narodowej wady – nie lubimy, jak się komuś obok nas powodzi. Nawet minimalnie. Jak sąsiad kupi sobie nowe auto, to nie cieszymy się z tego, że mu się powodzi. Zazdrościmy i knujemy – pewnie ukradł, pewnie to wynik jego kombinacji. I to jest po prostu smutne. Że bierzemy coś co jest czyimś, nawet najmniejszym sukcesem i albo to publicznie deprecjonujemy, albo przekręcamy tak, żeby zostało odebrane maksymalnie negatywnie.

Dlatego, tak jak pisałam wcześniej – jeśli coś co zobaczycie w necie Wam się podoba, jest fajne i chcecie to zdublować, to chociaż dajcie znać, że to zainspirowane kimś innym. To wystarczy. Pokazujecie swoją fajną postawę i pomagacie innym. To, że ktoś dzięki temu zdobędzie kilku obserwujących czy polubień, nie zabierze ich Wam. Nie ma limitów, które mówią, że jak lubicie mnie, to nie możecie lubić innych. To bzdura. I postawa, która powoduje konflikty i nieuzasadnioną rywalizację. Zamiast zgrzytać zębami bo ktoś ma więcej lajków, pogratulujcie mu i pogadajcie. 

Popatrzcie jak to zrobili i mówiąc otwarcie o tym – skorzystajcie z jego recepty, jeśli jest w zgodzie z Wami. To nic strasznego. Zwłaszcza jeśli zachowujecie swoją unikalność i nie oszukujecie widzów. A jak bierzecie coś od kogoś i nie wspominacie o tym, to właśnie to robicie – kłamiecie swojej publiczności.



Możemy razem, jako społeczność iść ku sukcesowi. Nikt nikomu nie odbierze reklamodawców czy widzów. Te rynki i domeny są nadal niedoszacowane, brakuje trendsetterów, liderów opinii i zawsze jest miejsce na nowe twarze. A większa konkurencja sprzyja, nie psuje. Jeśli spojrzycie na zachodni YT czy właśnie Instagram – im więcej ludzi mówi, po swojemu, o ważnych sprawach, tym te sprawy stają się ważniejsze, bardziej słyszane, lepiej odbierane. Dlatego raczej współpracujmy, żeby być partnerami dla potencjalnych reklamodawców czy widzów. Nie monopolistami czy dominatorami. Bo bycie samemu na szczycie powoduje tylko to, że nikt Ci nie pomoże jak szczebelek na drabince sukcesu się złamie…a życie jest długie…

😆😎😗 #polishgirl #girltattoo #girl #tattoo #beautiful #selfiequeen #selfie #fashionaddict #fashion #style #instagramers #beauty #love #kiss #kiss #smile #polskiedziewczyny #instacool #instadaily #instafollow #instago #instagood #instalike #instamovie


via IFTTT

Autolans :)