Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instagram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instagram. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 marca 2017
niedziela, 5 marca 2017
sobota, 24 grudnia 2016
piątek, 23 grudnia 2016
niedziela, 11 grudnia 2016
Znaj swojego trolla
Czytam o gwiazdkach z Instagrama, FB i innych portali.
Często piszą o nich inne strony. I pod takimi „artykułami” pojawiają się, oczywiście
hejterzy i trolle. To naturalne i jest codziennością Internetu. Reakcje
krytykowanych osób są jednak co najmniej śmieszne, jeśli nie tragiczne w
skutkach.
Bo trzeba jednak trochę uruchomić myślenie, gdy się czyta i
reaguje na to, co się dzieje w sieci wokół naszej osoby. Przede wszystkim musimy
rozróżnić trzy typy komentujących w negatywny sposób.
- Hejterzy – to zwykli zazdrośnicy, przeważnie osobiście atakują bo zazdroszczą. Wszystkiego. Urody, sławy. I to wyraźnie widać w emocjonalnym ładunku komentarza. Bo hejter z namaszczeniem epatuje swoją nienawiścią i chce ja pokazać. Bluzga, wścieka się. Jest banalny i czepia się detali. Metoda – hejtera można ugłaskać, można się z nim ułożyć schodząc do niego i podając rękę. Tylko czy warto?
- Troll – to typ szczególny. Troll nie jest emocjonalnie związany z treścią, którą wrzuca. On chce wymusić emocjonalna reakcję, bo się tym karmi. Robi to dla jaj albo żeby wnerwić adresata. Jego ataki są często absurdalne i niezwiązane z tematem artykułu. Jedzie po bandzie i bez reguł. Metoda – ignorować za wszelką cenę. Nie gadać, nie reagować.
- Krytycy – to osoby, które zwracają uwagę na nieścisłości w postawach, krytykują zastosowanie trików, filtrów i innych metod, które według nich nie pomagają. Takie osoby odnoszą się raczej do tego co widzą, niż do tego co sądzą, że ma miejsce. Metoda – krytyka jest potrzebna, więc warto wejść w dialog. Bez emocji, poprosić o poradę, postawić ich w roli arbitrów. Poczują się lepiej i zdobywamy punkty. A może i dobrego doradcę, który nam po prostu w pewnych kwestiach pomoże.
Tymczasem na IG sytuacja wygląda tak, że większość sezonowych
celebrytek, wszystkich negatywnie oceniających, wrzucają do jednego worka i
same zamieniają się w hejterów. To powoduje, że z jednej strony, pozornie zabezpieczają
się przed trollowaniem i hejtem, ale z drugiej, nie dopuszczają konstruktywnej
krytyki. I zaczynają się kotłować we własnym samozadowoleniu bez perspektyw na
rozwój. Bo krytyka pcha nas do poprawy, do ulepszania samych siebie.
Ignorowanie krytyki powoduje stagnację, a z czasem cofanie się. Bo dziś albo
idziemy do przodu, albo zaczynamy przypominać relikty zamierzchłych czasów. I
to bardzo szybko. Ponadto, wsłuchiwanie się w konstruktywną krytykę jest
potrzebne. Bo to jest głos fanów, oglądaczy, widowni. A robimy coś dla nich
właśnie. Dziś, jeśli korzystamy z mediów, które stawiają na interakcję, ale z tego
nie korzystamy, to tak jakbyśmy kręcili film cyfrową kamerą, ale ustawiali
obraz na czarno-biały i wyciszali dźwięk.
To nie jest łatwe zadanie, bo trzeba poświęcić sporo czasu i
energii, żeby odsiać ziarno od plew i nauczyć się rozróżniać i właściwie reagować
na krytykę. Ale jeśli chcemy coś osiągnąć w nowej, interaktywnej
rzeczywistości, to nie mamy wyboru. Lekceważenie widowni, olewanie krytyki i trwanie
w sferze komfortu jest destrukcyjne i odpychające. Dla wszystkich.
czwartek, 8 grudnia 2016
Szympansy komercji

Nic bardziej mnie nie drażni. Nic nie doprowadza mnie do
większej pasji, niż kłamstwa. Im bardziej publiczne, tym gorzej. I tym większy
nerw. Bo kłamstwa, o których chcę Wam powiedzieć, powodują stopniowe,
systematyczne psucie całego środowiska i medium. Aż się rzygać chce.
Chodzi o te psiunie na Instagramie, co to mają po
kilkanaście albo kilkaset tysięcy obserwujących i kłamią w żywe oczy. O
wszystkim i na każdy temat. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ich działalność na IG.
Punkt pierwszy – chcecie mi drogie gwiazdeczki powiedzieć, że
firmy sprzedające ciuchy, nieposiadające nawet swojej strony internetowej,
rozdają tygodniowo ciuchy za kilkaset złotych osobom, które mają ich rozreklamować
na Instagramie? Wolne żarty. Wchodzę na fanpage – 200-300 polubień. Szukam strony
internetowej – nie ma. Piszę – gdzie można kupić – tutaj, na FB. Nie stać ich nawet
na wystawienie oferty na Allegro, a rozdają ciuchy laskom na IG? Może jestem
wścibska, ale po prostu nie wierzę. Więc przestańcie ściemniać, że jesteście
takimi celebrytkami, że Wam drzwiami i oknami paczki wrzucają z giftami.
B-Z-D-U-R-A.
Punkt drugi – może nie jestem tuzem i internetowym ninja, ale
wiem ile płacą firmy za reklamę w sieci. Półtorej do dwóch procent od
sprzedaży; 5 – 7 groszy za unikalnego użytkownika; przy kredytach – trochę więcej
za potwierdzonego leada. I jeśli zbieracie pod zdjęciem 300 – 400 serduszek na
IG, a ciuch kosztuje pięć-sześć stówek, to, jaką konwersję oferujecie? Wasze „kampanie”
nie trzymają się niczego. Ani budżetu, ani nie spełniają nawet ułamka celu,
które rozsądne firmy muszą zakładać planując kampanię i ją rozliczając. No
chyba, że są debilami, co nie szacują wydatków promocyjnych w budżecie. Ale może
jestem głupia i nie wiem, o co chodzi…
Punkt trzeci – no dobra. Przyjmijmy, że rzeczywiście te
firmy mają gest i stawiają wyłącznie na promocję gwiazdeczek sezonu na IG.
Jakoś dziwnym trafem, jak coś jest modne i na fali, to raptem wszystkie „dostają” ciuchy do
reklamowania. Pięć, dziesięć osób nagle, w ciągu kilku dni, reklamuje te same
ciuchy z tego samego sklepu. Nie mówimy, zatem o kilkuset złotych, ale o kilku tysiącach.
Serio, za kilka klocków w sieci można wykupić taką reklamę, ze unikalne wejścia
liczylibyśmy w tysiącach, dziesiątkach tysięcy i konwersja (no dobra – przełożenie
ekspozycji na sprzedaż - ilu unikalnych użytkowników dokonuje zakupów, na przykład,
taki może być cel konwersji) to liczba dwucyfrowa. Wiec logika podpowiada, że
forma reklamy na IG, w naszym kraju, w obecnej atmosferze, nie jest JESZCZE opłacalna
w tak dużym stopniu. Bardziej się opłaca wejść w program afiliacyjny czy
Adwordsy Googla.
Punkt czwarty - dostajecie też sporo prawdziwych SZMAT. Serio. Nie róbcie z byle-jakich ciuchów za 20-30 złotych, nie wiadomo jakich kreacji. Czy naprawdę musicie? Czy macie podpisane umowy i zobowiązania? Bo jak widzę ścierki do podłogi (słabe swoją drogą), które są prezentowane jakby były z kolekcji haute-couture, to mnie trzęsie. I wchodzę do sklepu, oglądam, czytam metki i widzę - syf, śmieci i mały domieszek gówna. Nie prać w ręku bo się rozleci. Okłamujecie ludzi i nakręcacie na chwilę sprzedaż. Potem lecą hejty na sprzedawcę i tracicie wiarygodność. Warto? Czy naprawdę to się opłaca? Ale ja rozumiem, ze wady produktu trzeba umieć przekazać tak, żeby nie zepsuć przekazu...ale do tego trzeba użyć mózgu. Nie wystarczy komórka i szablon - "Przyszła paczuszka, jakie super, cudowne i piękne. Tu wstaw nazwę sklepu/firmy".
Punkt piąty(i ostatni) – robicie te bzdurne rzeczy i
pokazujecie potencjalnym reklamodawcom, że nie trzeba wydawać pieniędzy na
reklamę, ale wchodząc w IG można na tym jeszcze zarobić. I to powodują wasze kłamstwa
i przemilczenia. Co jest tak strasznego w przyznaniu się do tego, że kupiło się
jakiś ciuch czy kosmetyk, że trzeba zepsuć całe medium w tym zakresie?
Jeśli masz firmę czy sklep internetowy i rozważasz taką
formę reklamy, mam dobrą radę – jeśli nawiązujesz współpracę z dziewczynami z
IG, to podawajcie to do publicznej wiadomości. Transakcja wiąże wtedy bardziej
i ucinacie tę szarą strefę, która nie tylko psuje Wasze plany i cele, ale także
może zniekształcać wizerunek i hamować sprzedaż. Bo jak sto dziewczyn napisze,
ze dostały ciuchy za free, to inne też na to będą liczyły i nie kupią nic. A
chyba nie o to Wam chodzi…
niedziela, 4 grudnia 2016
czwartek, 17 listopada 2016
Kłamstewka Instagrama
Wracam jak bumerang do Instagrama. Bo jest kilka
rzeczy, które mnie irytują w tym „półświatku”. I jeśli kogoś urażę, nadepnę komuś
na odcisk, to tylko, dlatego, że robicie jedną z tych rzeczy. Jeśli nie
łapiecie się i jesteście fair – to nie o Was J
Followersi
Największym grzechem jest kupowanie followersów. Bo to
oznacza, że wiesz, jak mierną osobowością jesteś i musisz sobie sztucznie
podbić cyferki, żeby się dobrze poczuć, albo zacząć zarabiać na IG. To jest
zwykłe kupowanie sobie reklamy – powiedzą inni. Ok, jeśli wiesz, że
reklamodawca, na którym Ci zależy, nie wejdzie deal, dopóki nie osiągniesz określonej
liczby obserwujących i stawia taki warunek – kupuj. To jest ten poziom, na którym
może to zostać wybaczone. Jeśli natomiast startujesz i pierwszym krokiem jest zapłacenie, za nabicie kilku lub kilkudziesięciu tysięcy polubień, to po prostu kupujesz
sobie armię zombie, którzy nie widzieli twojego profilu, nie znają Cię i nie są
wiarygodną grupą docelową. Pamiętajcie, że jak chcecie coś osiągnąć na bazie swoich
obserwujących, to muszą oni być realnymi ludźmi, którzy kupują Ciebie, dlatego że chcą, nie, dlatego, że ktoś ich wrzucił do bazy. Serio. Lepiej mieć kilka
tysięcy aktywnych i partycypujących obserwujących niż kilkadziesiąt tysięcy
kupionych zombie, co nawet nie kumają, kogo lubią.
Szmaty
Wiem, że na IG są dziesiątki, jeśli nie więcej, dziewczyn, które
dostają ubrania do reklamowania od producentów, ze sklepów internetowych itd. Widzę
jednak też mnóstwo dziewczyn, które kupują ciuchy i udają, że je dostają za
darmo przez IG. I to ma dwa negatywne cechy.
Po pierwsze – po prostu kłamiecie, a kłamstwo ma krótkie
nogi. Bo jeśli kupiliście ciuch nieznanego jeszcze projektanta, albo mało znanej
marki i pozujecie na ich „gwiazdę” i kłamiecie, że dostaliście ciuchy za free,
to jest kilka sposobów na sprawdzenie tego. Poza tym, taka firma prędzej czy
później wejdzie w jakiś deal, gdy rozpozna potencjał IG i wtedy może się
okazać, że wybierze kogoś na wyłączność i ogłosi to u siebie…wpadka. Ups!
Dlatego jak coś kupujecie, to nie kłamcie, że dostaliście od producenta czy
dystrybutora. Możecie powiedzieć że macie, że się podoba, że jest super. Kłamstwo
wyjdzie i stracicie na wiarygodności. Nie mówiąc już o nadszarpnięciu wizerunku
u potencjalnych reklamodawców.
Po drugie – tworzycie mit, że wszyscy tak mogą. Z całym
szacunkiem – nie wszyscy. Pani Jola z warzywniaka, która wrzuca dużo zdjęć i ma
dużo obserwujących, raczej nie stanie się twarzą znanej marki, która adresuje
swoją grupę docelową w użytkowników Instagrama. Musicie mieć „to coś”. Urodę,
charakter, pazur, osobowość – bycie zwykłym, bycie setną kopią tego, co już na
IG jest, nie daje żadnych gwarancji sukcesu czy zarobku.
Więc ostrożnie z pozowaniem na celebrytkę, bo robicie krzywdę
sobie, ale też innym.
Biznes
Nie każde twoje spotkanie, które wrzucasz na IG w formie filmików,
to spotkanie „biznesowe”. Nie każdy twój post to „reklama”. Nie każda Twoja
wypowiedź, to „marketing”. Kłamstwa,
kłamstwa, kłamstwa. Daleko nie zajedziecie, gdy opowiadacie, jak to się
spotkaliście w interesach w centrum handlowym, a na filmiku widać, że w szkolnej
teczce macie swoje CV. Nie wiem, co chcecie zyskać budując wokół siebie enigmę „biznesu”
i wielkich interesów, ale to zwyczajnie wystaje Wam z butów za każdym razem. Dlaczego
jak idę do kibelka to nie powiem, że muszę na chwilę wyjść, tylko muszę
ściemniać, że idę w celach kosmetyczno-estetycznych do profesjonalnego gabinetu
(czytaj – wysrać się do kibla). Nie musicie nazywać spotkania o pracę,
spotkaniem biznesowym. Robicie sobie sami tym krzywdę. Bo dziś pracodawcy i
reklamodawcy patrzą uważnie na media społecznościowe. I jak idziesz na
spotkanie biznesowe, to masz pracę lub prowadzisz własny interes. I trafiasz do
takiego pracodawcy i on pyta – a co z tym interesem, co go miałaś i się chwaliłaś
na IG? Co dopowiesz? Bo nie ma dobrego wyjścia z takiego impasu. Po prostu
kłamałaś i teraz to wyjdzie.
Więc jeśli nie chcecie nazywać wprost, obrazowo i bezpośrednio
tego, co robicie, to starajcie się przynajmniej nie budować wokół tego aury czegoś
więcej niż to jest. Pamiętajcie, że Waszym kapitałem są Wasi obserwujący,
jak ich okłamiecie, to stracicie ten kapitał, jego aktywność, szacunek i wszystko,
co jest cenione w dużej publiczności.
Kopiści
Już o tym pisałam.
Jeśli korzystacie z pomysłu kogoś innego, mówicie coś, co ktoś już napisał, lub
powiedział, to przynajmniej miejcie cywilną odwagę powiedzieć o tym, że się
inspirujecie, odpowiadacie. Pomagacie wszystkim zainteresowanym. Jak ordynarnie
zrzynacie coś od kogoś, lub czytacie jego teksty i nie wspominacie o nim samym,
to świadczy o Was bardzo źle, a jak pisałam tutaj wcześniej – kłamstwa i tego typu
akcje szybko wychodzą i są łatwe do sprawdzenia.
Edytor
I na koniec – drogie panie. Jeżeli prowadzicie profile
prywatne i na nich chcecie prowadzić rozszerzoną działalność (reklamowanie ciuchów,
kosmetyków), to nie przesadzajcie z filtrami, photoshopem czy innymi narzędziami
do poprawiania. Traci na tym wasza autentyczność. I naprawdę, żyjemy w czasach,
gdy poprawienie sobie nosa, ust czy policzków przy pomocy medycyny estetycznej
spotyka się z krytyką od ludzi, którzy siedzą jednymi półdupkami ze sto lat za całym
światem. Wiec nie ma potrzeby kłamać, że się nic nie robiło, jak wystarczy
przejść na Wasze zdjęcia sprzed roku, dwóch żeby zobaczyć, że taka zmiana bez
ingerencji medycznej jest anatomicznie niemożliwa. Drogie panie – robimy to żeby
wyglądać lepiej, czuć się lepiej same ze sobą i wzbudzać zachwyt u widzów.
Dlaczego mając takie motywacje je ukrywamy? Przecież to bez sensu. Jak atakuje
Was taki niekarmiony troll z tekstem – „sztuczna jesteś, więcej sobie tego
wstrzyknij, to będziesz miała usta jak dupa pawiana” to nie zaprzeczajcie,
jeśli to robicie. Bo jego nakręcacie i zaraz Wam wklei zdjęcie sprzed zabiegu i
posypie się fala hejtu. Zwłaszcza, że jeśli to robicie, to też dla tych ludzi, którzy
chcą was oglądać. Nie tylko dla siebie. I otwartość w temacie pomaga. Kłamstwa,
po raz setny – wyjdą tak czy inaczej i tutaj nie ma szansy na wygraną. Żadnej.
Więc, jeśli startujesz na IG i masz jakieś plany, to nie
patrz na inne „gwiazdy”. Spójrz na siebie, oceń, co masz do zaoferowania, co możesz
dać innym. Jak to będzie szczere i autentyczne, to gdzieś z tym dojdziesz.
Wolniej lub szybciej, ale naprawdę ludzie cenią bardziej autentyczność niż
szablonowość, prawdę niż ściemę i oryginalność niż powielanie. Ale to Wasz
wybór, każdy musi przetrzeć swoją drogę. Ja cenię to, o czym piszę i drażni mnie
to, co wymieniam i piętnuje. Powtórzę – jeśli nie robisz tych rzeczy – nie mam
problemu z Tobą. Nie atakuje też nikogo personalnie tylko mówię o zjawiskach,
obserwacjach. Wiec jak czujesz się urażona – Twój problem. Ja śpię spokojnie,
bo nie robię tych rzeczy. Z szacunku dla publiczności. J
niedziela, 13 listopada 2016
Zrzyna na IG
Jak wiecie działam sobie na Instagramie, robię co chcę i jak
czuję. Sporo się nabijam, pokazuję, że wyrazista osobowość też ma szansę na
zaistnienie. Obserwuję też sporo ludzi na IG, Snapchacie i innych tego typu
stronach i aplikacjach. I jest jedna rzecz, która strasznie mnie irytuje.
Osoby posiadające mnóstwo obserwujących, bez skrupułów
kradną pomysły tych „mniejszych”. Nie chodzi tylko o sposób podania zdjęcia czy
filmu. Czasem wręcz mówią dokładnie to samo co taka osoba powie lub napisze.
Nie chcę oczywiście się skarżyć, bo daleka jestem od tego, żeby kogoś oskarżać o
plagiat czy kradzież. Chodzi jedynie o to, że jeśli już korzystasz z czyjegoś pomysłu,
tekstu czy formy jaką przyjął, to powiedzcie chociaż, że to nie wasze słowa.
Wasza popularność na tym nie zbiednieje, a może okaże się początkiem fajnej
współpracy czy przyjaźni. Nic na tym nie tracicie. Możecie tylko zyskać. Bo to
uczciwe, bo pokazujecie, że nie jesteście zadufanymi w sobie snobami. Poza tym
widać, że coś co robicie nie jest autentyczne, wasze. Widać to od razu. Bo nie
ma w Was pasji czy zaangażowania, jaką cechuje bycie pionierem, który daje
unikalny kontent.
To trochę wynika z naszej narodowej wady – nie lubimy, jak
się komuś obok nas powodzi. Nawet minimalnie. Jak sąsiad kupi sobie nowe auto,
to nie cieszymy się z tego, że mu się powodzi. Zazdrościmy i knujemy – pewnie ukradł,
pewnie to wynik jego kombinacji. I to jest po prostu smutne. Że bierzemy coś co
jest czyimś, nawet najmniejszym sukcesem i albo to publicznie deprecjonujemy,
albo przekręcamy tak, żeby zostało odebrane maksymalnie negatywnie.
Dlatego, tak jak pisałam wcześniej – jeśli coś co zobaczycie
w necie Wam się podoba, jest fajne i chcecie to zdublować, to chociaż dajcie
znać, że to zainspirowane kimś innym. To wystarczy. Pokazujecie swoją fajną postawę
i pomagacie innym. To, że ktoś dzięki temu zdobędzie kilku obserwujących czy polubień,
nie zabierze ich Wam. Nie ma limitów, które mówią, że jak lubicie mnie, to nie możecie
lubić innych. To bzdura. I postawa, która powoduje konflikty i nieuzasadnioną
rywalizację. Zamiast zgrzytać zębami bo ktoś ma więcej lajków, pogratulujcie mu
i pogadajcie.
Popatrzcie jak to zrobili i mówiąc otwarcie o tym – skorzystajcie
z jego recepty, jeśli jest w zgodzie z Wami. To nic strasznego. Zwłaszcza jeśli
zachowujecie swoją unikalność i nie oszukujecie widzów. A jak bierzecie coś od
kogoś i nie wspominacie o tym, to właśnie to robicie – kłamiecie swojej
publiczności.
Możemy razem, jako społeczność iść ku sukcesowi. Nikt nikomu
nie odbierze reklamodawców czy widzów. Te rynki i domeny są nadal
niedoszacowane, brakuje trendsetterów, liderów opinii i zawsze jest miejsce na
nowe twarze. A większa konkurencja sprzyja, nie psuje. Jeśli spojrzycie na zachodni
YT czy właśnie Instagram – im więcej ludzi mówi, po swojemu, o ważnych sprawach,
tym te sprawy stają się ważniejsze, bardziej słyszane, lepiej odbierane.
Dlatego raczej współpracujmy, żeby być partnerami dla potencjalnych
reklamodawców czy widzów. Nie monopolistami czy dominatorami. Bo bycie samemu
na szczycie powoduje tylko to, że nikt Ci nie pomoże jak szczebelek na drabince
sukcesu się złamie…a życie jest długie…piątek, 11 listopada 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)











