wtorek, 22 listopada 2016

Nie mogę spać – czy zaburzenia snu są groźne?

Często wraz z depresją pojawiają się zaburzenia snu. I nie mówię o przypadkach gdy po prostu nie możesz usnąć, bo myślisz za dużo o różnych sprawach, czy martwisz się jakimś wydarzeniem w życiu. Mówię o chronicznych problemach ze spaniem, ciągłej walce z piaskowym dziadkiem.


Takie zaburzenia są opisane w ICD-10 pod kategorią F51 i G47. I tam znajdziemy kilka kategorii zaburzeń:

Nieorganiczne zaburzenia snu (F51)

  • Bezsenność
  • Hipersonia (nadmierna senność)
  • Zaburzenia rytmu snu i czuwania
  • Somnabulizm (powszechnie znane jako lunatykowanie)
  • Lęki nocne
  • Koszmary senne
  • Inne i nieokreślone zaburzenia snu (organiczne i nieorganiczne)

Zaburzenia snu (G47)

  • Zaburzenia rozpoczęcia i trwania snu
  • Nadmierna senność
  • Zaburzenia rytmu snu i wstawania
  • Bezdech senny
  • Narkolepsa i katalepsja
  • Inne i nieokreślone zaburzenia snu


I możemy pchać teraz definicje podręcznikowe, klasyfikacje i oceny fachowców. Jasne. Tylko, że chyba nie o to, chodzi. Poza tym każdy może wejść w Google czy Wikipedię i o tym poczytać. Tradycyjnie źródła anglojęzyczne są bogatsze i pełniejsze, więc jak nie możecie spać, to poczytajcie. Ja chcę Wam opowiedzieć jak to jest z pozycji osoby, która cierpi na te zaburzenia. A wygląda to bardzo nieciekawie.

Wyobraźcie sobie sytuację, że zbliża się godzina, gdy wszyscy domownicy idą spać. Całe osiedla się wyciszają, milknie nawet ujadający za oknem pies sąsiada. A wy nie możecie spać. Próbujecie wszystkiego. Zmieniacie po raz tysięczny pozycję w łóżku, liczycie barany czy co tam Wam skacze przez płotek w głowie. I nic. I wydaje Wam się, że minęło kilka godzin, a tak naprawdę walczycie dopiero pięć minut. I wpadacie we frustrację. Zaczynacie się denerwować. I to powoduje, że tym bardziej nie możecie zasnąć. Już w końcu się uspokajacie i rozpoczynacie walkę od początku. Kołdra na głowę, lewy bok, prawy bok, plecy, brzuch. Wstajecie, bo to nic nie daje. Włączacie telewizor i mimo tego, ze niebieskie światło pobudza i Wasz lekarz mówi, że to przeszkadza zaśnięciu, próbujecie zmęczyć oczy i mozg, żeby padł, umarł na te kilka godzin. I nic. Próbujecie zmęczyć się fizycznie. Ćwiczycie. Pompki, przysiady, gimnastyka. Padacie ze zmęczenia. Ale spać nie dajecie rady. Więc sięgacie po tabletki. Bierzecie kilka i kładziecie się do łóżka. W końcu zasypiacie. Budzicie się jednak za chwilę i patrzycie na zegarek. Zasrane piętnaście minut! I tak do rana. Siedem dni w tygodniu. Pełne miesiące. Oczywiście w pewnym monecie organizm się poddaje i zasypiacie. Tylko, że to nie jest zdrowy sen, to nie jest sen, który regeneruje. To jest sen ratunkowy. Sen, który rodzi się po to, żeby nie zabić organizmu. I wiecie, że wstaniecie bardziej zmęczeni niż się położyliście, że to tylko pauza w ciągłej walce ze zmierzchem i porankami.

Najgorsza w tym wszystkim jest jednak wszechogarniająca samotność. Człowiek ma wrażenie, ze wszyscy go opuścili, zostawili, wyjechali. Czuje się opuszczony, pozostawiony sam sobie. I jeśli już cierpi na zaburzenia nastroju, to te stany tylko go pogłębiają. Jeśli nie cierpi – to idzie dokładnie w kierunku, jaki upodobały sobie takie zaburzenia jak depresja czy dwubiegunówka.

Co na to poradzić?

Tutaj właśnie jest problem.

Farmakologia (leki, tabletki) są dobre przez chwilę. Pomagają zasnąć, ale nie podtrzymują snu. Ponadto, te najbardziej skuteczne są bardzo uzależniające i szybko rośnie tolerancja (zoplikon, zolpiderm czy beznodiazepiny). Ziołowe są nic nie warte. Podobno dobre efekty daje przyjmowanie melatoniny. Jednak to wszystko są tak naprawdę doraźne metody do stosowania tu i teraz, nie atakują problemu, tylko czasem pomagają w osłabianiu efektów.

I teraz wchodzimy w bardzo poważny problem. Polska ma jedną z największych w Europie sprzedaży środków nasennych. Mimo to, nikt nie prowadzi żadnych badań nad snem, nad jego zaburzeniami. Mówię o systemowej pomocy, nie o prywatnych klinikach, gdzie za grubą kasę zbadają przyczyny i wystawią diagnozę. Mówię o zwykłym leczeniu bezsenności. Bo osoba cierpiąca na chroniczną bezsenność ma raczej słabe perspektywy rozwoju zawodowego i utrzymania pracy. Brak snu zabija. Psychicznie i fizycznie. I nie ma żadnej pomocy. Faszeruje się ludzi tabletkami, potrzyma chwilę w szpitalu psychiatrycznym czy na oddziale neurologicznym…i dalej radź sobie człowieku sam. A bezsenność nie jest problemem błahym. I nie jest marginesem. Cierpią na nią tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy ludzi. Nasz służba zdrowia rozkłada w niemocy ręce i nic nie robi. I człowiek w desperacji zaczyna samodzielnie szukać rozwiązań. Sięga po coraz to większe dawki leków nasennych, szuka innych, nowych preparatów. I wpada w uzależnienie. I bierze ich jeszcze więcej, bo już nie powodują zaśnięcia. Dają trochę odlotu i tyle. Oczywiście jeśli ma szczęście i znajdzie lekarza, który będzie w stanie pomóc i pozwoli na takie radzenie sobie z tym ogromnym problemem. Częściej jednak samo pozyskanie leków nasennych wiąże się z wejściem w układ z jakimś dilerem, który sprowadza środki nasenne z zagranicy albo ma dojście do recept i aptek. I zamiast 20 złotych za opakowanie, trzeba zapłacić 100. Ale Ci zdesperowani, zrobią wszytko, żeby tylko na chwilę zamknąć oczy i odpocząć. To jest patologiczne, że człowiek zachowuje się jak narkoman – łamie prawo, kręci, oszukuje i naraża swoje zdrowie i życie, żeby móc usnąć. A Państwo nie robi nic w tym kierunku, nie robi nic, żeby Ci ludzie nie musieli uciekać się do zachowań typowych dla ćpunów, żeby na chwilę zamknąć oczy i przespać się kilka godzin. Budujemy społeczność narkomanów uzależnionych od leków na receptę. Sen staje się ostatecznym hajem i odlotem, którego pożądają. Są ćpunami marzeń sennych, do których nie mogą dotrzeć.


Dlatego gorąca prośba – jeśli znasz kogoś kto cierpi na zaburzenia snu – okaż mu wsparcie, pomóż mu jak tylko możesz. I zacznijmy mówić głośno o tym, jak wielki to problem. Bo chowanie tego pod kołdrę niczego nie zmienia, a tylko pogarsza kondycję takich ludzi. I prowadzi do tragedii, zaburzeń osobowości a często śmierci.