sobota, 12 listopada 2016

Tatuaże – niczym dragi

Zapewne nie raz słyszeliście o tym, że tatuaże uzależniają. Ciężko jest powiedzieć, co to powoduje, czy istnieje i dlaczego ma to miejsce…ale spróbuję.

Zmiana

To chyba uzależnia najbardziej. Bo tatuaż oznacza zmianę. Zewnętrzną, ale też wewnętrzną. Poprzez tatuaż wprowadzamy zmiany w samych sobie, zmieniamy się. I jeśli taka zmiana nam się podoba, to możemy dość łatwo wejść w cykl, którego będziemy po prostu pożądać. Zwłaszcza, jeśli zmiany są pozytywne, cieszące nas i sprawiające radość.  Chcemy powtórki, ponownego przeżycia czegoś, co możemy nazwać – narodzeniem się na nowo. Bo po tatuażu przestajemy być takim samym człowiekiem. Za każdym razem jesteśmy inni, nowi, ulepszeni.  Z ponownym „narodzeniem” wiąże się też kolejny punkt.

Oczyszczenie

To kop czysto fizyczny. Bo wiemy, że wykonanie tatuażu czasem trwa kilka godzin. I te godziny wypełnione są bólem (tak tatuaże bolą i powinny). Podczas długotrwałego bólu, do organizmu wpompowywane są ogromne ilości adrenaliny. I ta utrzymuje się dość długo w organizmie. W momencie, gdy skończymy tatuowanie, ból znika, adrenalina opada, czujemy się dość specyficznie. Oczyszczeni. Zmęczeni jak po długim biegu, ale jakby czyści w środku. I to uczucie jest dla niektórych na tyle ciekawe, fajne i unikalne, że wracają po to do studia. Przy okazji, czasem nieświadomie.

Ból


Sam ból jest emocją dość specyficzną. Bo o ile możemy w głowach odtworzyć różne emocje i stany, to ból jest zawsze unikalny i nowy. Zawsze nas zaskakuje. Więc może być tak, że ta unikalność nas pociąga, podnieca. I może nawet nie wiemy, ale nasze ukryte skłonności masochistyczne odzywają się, gdy wspominamy ból tatuowania, ale nie możemy go odtworzyć w naszych głowach.

Rywalizacja

Często jest tak, że jeśli się tatuujemy to otaczamy się ludźmi o podobnych skłonnościach, zapatrywaniach, poglądach czy guście. I wchodzimy w rywalizację, kto ma lepsze, ładniejsze, większe tatuaże. Gonimy się wzajemnie, prześcigamy w ilości czy artyzmie…albo w kiczu, bo i takie opcje są. I to jest jak haj sportowca, który stając w blokach startowych chce rywalizować. Zarówno porażka jak i zwycięstwo go dopinguje i każe przesuwać własne granice. Z tatuażami jest podobnie, bo są przecież zależne od naszego ciała, wytrzymałości, progu bólu. Wymagają też inwestowania zasobów – kasy, czasu. Wiec na tym poziomie możemy mówić o haju rywalizacji, który może pociągać.

Unikalność

To pokłosie wykonania tatuażu, ale może być elementem ważnym. Czy mogę pożądać jeszcze większej unikalności? Czy chcę wyróżniać się jeszcze bardziej? Pewnie, że tak. I poczucie bycia kimś coraz bardziej „specjalnym” może także uzależniać. Kop dopaminowy z ośrodka przyjemności, mimo okazjonalnych złych doświadczeń, jednak jest niezłym dopingiem i lotem. I nawet jak stare baby po nas jadą, że wyglądamy źle i okropnie, to gdzieś z tyłu, łechce nas fakt, że w ogóle zwracają uwagę.

Zaburzenia

Tak, one też mogą wspierać uzależnienie od tatuaży. Bo możemy mieć zaburzenie autodestrukcyjne i w ten sposób sobie z nim radzić. Zamiast ciąć żyletkami ręce czy wbijać sobie wykałaczki w dłonie, robimy tatuaże. Jest to jakieś wyjście, ale jeśli takie zaburzenia się pojawiają i czujemy, że zaczynają rządzić naszym życiem, to nie idźmy jednak do studia po kolejny tatuaż, tylko raczej odwiedźmy specjalistę. Bez przegięć kochani.

Tarcza

Dla wielu tatuaże to skorupa, pod którą się ukrywają przed innymi. I pod tym względem, przykrywanie kolejnych partii ciała to imperatyw, wymóg, konieczność. Bardziej lub mniej uzasadnione. Ale istnieje.


Czy możemy powiedzieć, że uzależnienie jest faktem? Nie do końca. Bo to zbyt indywidualne do określenia. Tatuowanie się jest motywowane na tyle sposobów ilu ludzi robi sobie tatuaże. I to wyklucza obiektywną ocenę. Jednak możemy powiedzieć jedno – o ile tatuaże nie są jednoznacznie i „klinicznie” uzależniające, to na pewno wciągają. Możemy się spierać i dyskutować i o to chodzi. O to, żeby tatuaże wyszły z cienia, jako niszowe aktywności marginesu społecznego i kulturowego. Chodzi o to, żeby wspierać społeczne oswojenie tatuażu, jako formy ekspresji i czegoś normalnego, jak farbowanie włosów czy kształtowanie własnego ciała na siłowni. Dlatego musimy o tym mówić, musimy o tym opowiadać. Z każdej strony i od każdej strony. Bo niewiedza powoduje strach, a strach powoduje odrzucenie. Nie mówimy o tatuażach, czyli sami powodujemy ich odrzucanie w społeczeństwie. A jak pisałam wcześniej – kto będzie mówił o tatuażach jak nie wytatuowani.